Legendy i podania

Jadowiczi

"Tu na dzikim Podkarpaciu w kniejach odwiecznych zjawia się pewnego razu samotny rycerz. Okolica pełna wzgórz i ostępów spodobała się mu. Postanowił więc się tu osiedlić. W drodze na pobliskie wzgórze przyszło mu walczyć z kłębowiskami wylęgających się jadowitych węży. Od tego później do swojego imienia Bochynek dodał znamiona herbowe - Jadowiczi (to sploty jadowitych węży), które umieścił na swojej tarczy. Gdy po latach jego ród licznie rozplenił się i urósł w siłę, następcy jego, potomkowie przyjęli po nim nazwę osady wziętą z herbu Jadowiczi - Jadowniky oraz znaki herbowe, które przedstawiały postać zbrojnego rycerza  z mieczem w jednej ręce a w drugiej wagę. Miecz miał służyć do obrony w dzikich kniejach przed zwierzyną i zbójami, a waga była od wieków symbolem prawości i uczciwości.

Jadą Jadowniki

W grodzie obronnym na Bocheńcu rezydował królewsko-książęcy starosta grodowy. Poniżej wzgórza była osada zamieszkała przez włodarzy oraz inne osoby służby grodzkiej. Obowiązkiem włodarzy była hodowla koni i dostarczenie ich przy przejeździe "Dworu", dla posłów królewskich, do lustracji dóbr i majątków, dla hufców zbrojnych, itp. Na przykład kiedy książę krakowski Bolesław Wstydliwy wyjeżdżał na przeciw zdążającej z Węgier Księżniczki Kingi z grodu na Bocheńcu jechali Jadowniczanie. Jak wiadomo Jadowniki, aż do napadu tatarskiego w 1259 r. były administrowane bezpośrednio przez starostę królewskiego i do rozbiorów były wsią królewską. W wyniku tego napadu gród i wieś zostały zniszczone, po odbudowie były wydzierżawione za czynsz. Jednak każdy dzierżawca zobowiązany był utrzymać stajnie na 50 koni. A hodowano tu piękne, szybkie i zwinne konie, które u wszystkich budziły zachwyt. Chętnie panujący z nich korzystali — czyli Jadowniczanie nadal "jechali" i od nich prawdopodobnie pochodzi nazwa Jadowniki.

Piwniczyska

Na południowym zachodzie góry Bocheniec zbocze nazywa się "Piwniczyska". Starzy mieszkańcy Bocheńca słyszeli z dawnych opowiadań, że były tu jakieś żelazne bramy niby okratowane wejścia do piwnic i składów królewskich. Były tam ponoć nieprzebrane ilości beczek i kadzi skalnych z winem i innymi skarbami, ale ta partia grot podziemnych po licznych, wielkich burzach, deszczach i powodzianach miała się rozpaść i zginąć w dolinie pobliskiego jaru. Do dziś poszukiwane są jeszcze przez śmiałków do legendarnych piwnic i grot.

Jadowite żmije dały początek Jadownikom

Gdy obszar wioski był mały i skupiał się u podnóża góry Bocheniec, resztę terenu stanowił gęsty i dziki las, pełen zwierząt i kłębowisk jadowitych węży. Bór ten żywił i dawał ludziom pracę. Praca ta to nie tylko karczowanie lasu, lecz także źródło dochodu. Bowiem mężczyźni łapali jadowite żmije, wyciskali im jad, który sprzedawali panom i wojom do przerobu na trucizny. Zajęcie to stanowiło dość istotne źródło dochodu. Chłopi byli twardzi i bardzo odważni stąd zwano ich Jadowicz jak owe żmije, które chwytali. Jadowicz taka nazwa przylgnęła do mieszkańców podegrodzia i stąd powstała i ukształtowała się nazwa wsi "Jadowiczi - Jadowniki".

Inna strona opowieści głosi, że osadę, wzgórze i gród otaczały ogromne bory pełne dzikiego zwierza. Nie uprawiano jeszcze ziemi, gdyż lasy pokrywały cały teren. Ludność aby utrzymać się sporządzała najpierw strzały do kusz i łuków dla wojów, rycerzy i służb królewskich, a także niektóre strzały zatruwano jadem owych żmij. Mieszkańcy tej właśnie osady byli głównymi i najliczniejszymi dostarczycielami tej groźnej natenczas broni. Stąd też miała się wziąć nazwa Jadowiczi - Jadowniky a następnie Jadowniki.

Bochny soli

Jak opowieść ludowa mówi, nazwa Bocheniec pochodziła prawdopodobnie stąd, że z góry tej zbierano odłamy soli, zwane bochnami. Na to wskazywałyby pozostałe do dnia dzisiejszego nazwy. Część północna u stóp góry nazywa się "Słonki". Część północno-zachodnia poniżej góry nazywa się "Głębocka". Jest to obszar od jednego do dwóch morgów ziemi o wyraźnym zapadlisku, względnie wykopie dokonanym przez człowieka, a nie siłami erozji. Tu prawdopodobnie wydobywano okruchy soli.

Kościół św. Anny

Według starych opowieści we wsi Jadowniki leżącej u stóp góry Bocheniec znajdował się mały drewniany kościółek rozsypujący się ze starości. Mieszkańcy postanowili wspólnymi siłami zbudować kościół większy i z kamienia. Kościół miał stanąć pośrodku, tj. w pół drogi do Bocheńca i reszty wsi. Rozpoczęto zwozić materiał do budowy. Byty to duże głazy i kamienie. Jakież było zdziwienie ludzi gdy zbliżał się termin rozpoczęcia budowy kościoła gdy pewnej nocy budulec zniknął i znalazł się na szczycie góry Bocheniec. Chłopi przez kilka dni zwieźli materiał z powrotem, lecz ten po paru dniach znalazł się przez jedną noc na górze. I tak jeszcze kilka razy materiał ten jakąś niewidzialną siłą był przenoszony na Bocheniec, aż do chwili, gdy wracający z pola nocą rolnicy zauważyli, iż na miejscu składowania materiałów stoi zaprzęg z parą śnieżnobiałych koni, a jakaś świetlista postać przenosi olbrzymie głazy na owy tajemniczy zaprzęg. Przerażeni wieśniacy uciekli do swoich domów, a rano gdy miejsce okazało się puste opowiedzieli swoją nocną przygodę ludziom. Uznano to za znak z nieba i postawili kościół na górze Bocheniec.

Rozpoczęto budowę, ludzie cieszyli się, że wkrótce ich kościół będzie gotowy. I znów stanął przed nimi spór jakiego patrona imię nadać świątyni. Gdy wtem nieopodal budującego się kościoła wytrysnęło (dotąd  istnieje) krystaliczne źródełko, z którego spragnieni budujący świątynię gasili pragnienie i czerpali wodę, a obok bawiły się dzieci. Wtem jedno z tych dzieci spostrzegło nagle dziwną jakąś jasność na skraju źródełka. Dzieci wylęknione pobiegły do swych rodziców, gdy Ci przybyli pod źródełko jasność przybrała realne kształty ludzkiej postaci, w której oniemieli ludzie rozpoznali postać św. Anny. Uklęknęli modląc się żarliwie, a wówczas usłyszeli „pragnę byście świątynię waszą mym zwali imieniem”. I tak też się stało. A działo się to w upalny lipcowy dzień świętej Anny.

Od wieków kościółek góruje nad okolicą i jest żywym świadectwem losów ludzi, którzy budowali swą wieś i kościół w trudzie i znoju.

Sługa do pługa

Tutejsi mieszkańcy wsi, wędrujący obok dworu w stronę gościńca cesarskiego... co jakiś czas, ale tylko o północy to im się trafiało, widzieli i słyszeli, jak stary dziedzic wychodzi na ganek dworu i najpierw woła, jakiegoś swojego, złego sługę dworskiego; "An-to-ni, Anto-ni... sługa do płu-ga", a jak to wołanie ucichło, zjawia się druga postać owego hardego sługi... i gdzieś z drugiego przeciwnego końca ogrodu, gdzieś od czworaków, jakby z pod ziemi wydobywa się głos owego sługi, który dziedzicowi odkrzykuje; "-dziś nie ma sług, bierz sam się za pług... nie - ma sług - bierz sam pług, pług"; powtarza głos i postać znika.. pan goni go po tym w piętkę owego sług, ale gonią się tak, jak dwa żółwie... i tak się gonią po dworze z godzinę, może dwie...".


Władysław Okas - "Jadowniki były wsią królewską" str. 35 - "Z legend i starych opowieści"


Najczęsciej czytane artykuły

Ochotnicza Straż Pożarna w Jadownikach wzbogaciła się o nowy wóz strażacki marki Mercedes. Ja (...) więcej

W Jadownikach odbędą sie eliminacje powiatowe do XXII Małopolskiego Festiwalu Form Muzycznych i (...) więcej

Tradycja kolędowania zawiera w sobie bogactwo znaków i treści. Warto niektórym z nich (...) więcej

Eliminacje do XXII Małopolskiego Festiwalu Form Muzycznych powiatu brzeskiego zakończone. Poniżej pr (...) więcej

Sylwester 2008/2009 już za nami. Jadowniczanie spędzali ten dzień na wiele sposobów. Niekt&oa (...) więcej



Newsletter


Podaj e-mail, aby otrzymywać informacje o nowościach w serwisie

Valid: XHTML 1.0 | CSS 2.1 Copyright (C) 1999 - 2009 by jadowniki.pl Projekt i wykonanie: PIKSEL